Taka bajka
Była sobie raz dziwna niewiadoma, to znaczy wiedzieli o niej tylko niektórzy.
Dla wielu była zagadką, dla drugich po prostu była, dla reszty nie istniała.
Bardzo chciała ją poznać, zgłębić tajemnicę za wszelką cenę, by przestać brodzić w ciemnościach.
Mimo to, powoli zaczęła zapuszczać już korzenie w błogiej nieświadomości.
Tkwiła w tym stanie w poczuciu, że to już zawsze tak...
Odpowiedź przyszła sama, nieproszona, niespodziewana. Nie była na nią przygotowana.
Znalazła się sama na środku ogromnej marmurowej sali pełnej luster.
Mimo przewiązanych oczu poczuła wyraźnie, jakby ktoś wytrącił jej z rąk ogromny diament,
tak pieczołowicie i długo strzeżony. Zastygła w bezdechu. Ciszę przerwał przeraźliwy,
choć spodziewany odgłos upadku. Brzęk powoli przeszedł w szelest ostatnich okruszków.
I znów cicho. Skarb rozbryzgnął się na milion kawałków.
I nie wiadomo, co robić ze ściśniętym gardłem i związanymi rękami.
Pozamiatać wszystko i wyrzucić?
Czy pozbierać drżącymi dłońmi, każdy z osobna, poskładać wszystkie kawałki,
dopasować za wszelką cenę, choćby trwało to wieczność, byle w jedną całość?
Przecież i tak nie będzie to już to samo...
Czy warto ocalić choćby cząstkę? Czy to nie zawracanie w pół drogi od szczytu?
Powoli pogrąża się w bezsens. Ogarnął ją paniczny lęk.
Pozostaje tylko powtórzyć za Leśmianem:
"Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?"
